Nice to let everybody know, that the building, where I drew all residential floor plans, did the necessary calculations for planning permission and generally had a huge involve to its appearance was opened recently. The building is Corte Verona and placed in Wroclaw, authors: K.Łatak & P.Lewicki. The interview with my ex-bosses was just published in some Polish architectural magazines. My name figures as a colaborator.Tuesday, 25 January 2011
Corte Verona, Wrocław
Nice to let everybody know, that the building, where I drew all residential floor plans, did the necessary calculations for planning permission and generally had a huge involve to its appearance was opened recently. The building is Corte Verona and placed in Wroclaw, authors: K.Łatak & P.Lewicki. The interview with my ex-bosses was just published in some Polish architectural magazines. My name figures as a colaborator.Saturday, 31 July 2010
Ten sam los (The same fate) - my film debut!
Tuesday, 25 May 2010
Helsinki, Aalto
Dom i pracownia architekta, to przyjemna modernistyczna, kwadratowa chatka z płaskim dachem połozona na obrzezach Helsinek pośród wielu drzew liściastych.






Więcej a właściwie wszystko (!!!) na temat budynku (pdf z oficjalnej strony KELA !!!): http://www.kela.fi/in/internet/liite.nsf/NET/121207122235HS/$File/Kela_E.pdf?openElement



Więcej zdjęć: http://picasaweb.google.com/zpiotrowicz/201005Helsinki#
Monday, 10 May 2010
Nantes, Le Corbusieur
Wiadoma wszystkim brutalistyczna surowa stylistyka zewnętrzna sprowadza się wyłącznie do funkcji, którą jest umieszczenie mieszkań jednym na drugim. Wszystkie mieszkania są dwupoziomowe. Jedynie kazdy podcień balkonu innego koloru wprowadza urozmaicenie na elewacji i sprawia wrazenie ze miejsce jest zywe, kolorowe niczym arabski bazar. Wnętrze - te same podstawowe kolory na przemian, długie korytarze i kolorowe drzwi i ściany sprawiają wrazenie jak np Złota Uliczka w Pradze, czy ogólnie kolorowa uliczka w mieście. Wysokość korytarzy - akurat na wyciągnięcie ręki - od razu przychodzi skojarzenia najsłynniejszego rysunku Le Corbusieura i jego studium skali człowieka. Tyle z ogólnych wrażeń, kto zna 5 zasad Le Corbusieura oczywiscie dostrzeże rzeczy obecnie oczywiste jak konstrucja na słupach, płaski dach, uwolniony przestronny parter, swobodna elewacja... jedynie żadnych usług nie znalazłem w budynku, który wdzięcznie wznosi się nad okolicą i widać go z daleka.




Więcej zdjęć: http://picasaweb.google.com/zpiotrowicz/20100508France#"
Tuesday, 15 August 2006
SZIGET FESTIVAL - 13.08.2006 Budapeszt, Wyspa Sziget,
Tego dnia na głównej scenie występowali: Sons and Daughters, dEUS, węgierski Heaven Street Seven i Radiohead. Sons and Daughters dali czadu po południu, moją uwagę zwracała basistka popijająca wino. dEUS zagrał wyśmienicie, zaczęli od dźwięków Theme from turnpike w czasie którego wyszli na scenę, potem Fell off the floor man, Instant street i dalszą część setu. Grali swoje utwory szybciej, tak aby rozruszać festiwal, wg mnie dobry pomysł. Na koniec zwolnili tempa i zagrali kilka wolniejszych np Nothing really ends, a na koniec jak zwykle For the roses Ich koncert był świetny! W festiwalowej formie. Heaven Street Seven brzmiał ciekawie, niebanalnie, ponoć ma dobre teksty. Niestety nie rozumiałem, ani też wcześniej nie znałem żadnej z ich piosenek, śpiewali po węgiersku. Myślę że w kraju odgrywają taką rolę jak w Polsce Myslovitz. Radiohead swoim występem przyćmili wszystko, nawet wyśmienity koncert dEUS'a. Dla mnie to po prostu symfonia, z efektami wizualnymi, grą świateł. Zaczęli od Airbag, zagrali nawet Karma Police, czego się nie spodziewałem. w drugiej części koncertu więcej z The Bends, dużo grali z OK Computer, zaprezentowali kilka nwych piosenek, zakończyli jak zwykle Everything in it's right place. Po berlińskim koncercie 3 lata wcześniej, postanowiłem, że będę jeździł na ich koncerty dopuki nie usłyszę dobrego koncertu w ich wykonaniu. Teraz chciałbym być na każdym ich koncercie.
Tuesday, 5 July 2005
U2 Vertigo Tour 05 - Chorzów, Stadion Śląski 5.07.2005, relacja z koncertu
Niesamowita energia już przy pierwszych dźwiękach Vertigo, po oklaskach Bono powiedział po polsku "Dziękuję" - wiadomo jaka była reakcja publiczności. Dalej I will Follow i Elevation - mały żarcik, gdzie w momencie, kiedy każdy się spodziewał mocnego uderzenia, kontynuowany był początkowy motyw gitarowy. Nikt nie wiedział kiedy nastąpi owe "uderzenie" nastąpiło po bodajże trzecim E-LE-VA-TION!!!. Koncert zaczął się kiedy było jeszcze jasno. Następnie Electric Co i oczekiwany New Years Day, gdzie przy tym utworze ku czci Solidarności, ci co byli na płycie unieśli w górę coś czerwonego, ci co na trybunach - coś białego, tworząc wielką polską flagę. Zaskakujące jak szybko się fama rozniosła przez internet. Każdy kto tworzył tę żywą flagę polską na stadionie, a chyba każdy, czuł się jakby był nieodzowną częścią koncertu i U2, jakby ten utwór był też o nim. Nastąpiła niesamowita nić porozumienia między wszystkimi a Bono i U2, były też chwile wzruszenia... Bono powiedział: Beautiful concert, beautiful day i zaczęli Beautiful Day. Miracle Drug zadedykowany został komuś kto "dorastał niedaleko stąd i ukradł mi gogle…" - powiedział Bono. Wzruszający był zaświecający się i gasnący kardiograficzny puls na telebimie i przyspieszenie nałożonych kilku na siebie podczas refrenu, jakby inny wymiar życia - inny świat…(sic!). Było Sunday Bloody Sunday, którego nie było w Warszawie 8 lat temu, z towarzyszącym tej piosence symbolem "Coexist" złożonego z półksiężyca, gwiazdy Dawida i krzyża (zaprojektowanym przez Polaka). Symbol był umieszczony na telebimie i na opasce, którą Bono naciągnął sobie na oczy, ukazując zaślepienie niektórych, bądź aby patrzeć na innych poprzez koegzystencję a nie antagonizmy. Symbol towarzyszył następnej piosence, zaangażowanej politycznie - Bullet The Blue Sky. Przy Pride odniosłem wrażenie, że Bono rozsadzało, nie śpiewał refrenu przeciągając jak najdłużej, śpiewał na jedno tempo z publicznością, z punkrockową energią. Przy Where the Streets Have No Name, wszyscy machali rękami w dyrygowany przez Bono rytm afrykański, czyli stamtąd, gdzie ulice nie mają nazw naprawdę, w tym czasie na telebimie wyświetlane były flagi państw afrykańskich. Następnie rozpoczęli set z 3 piosenkami z płyty Achtung Baby. Zaczęli od One, potem na chwilę zeszli za sceny i niby bisując zaczęli grać dalej. Przy Zoo Station, podobnie jak przy ZOO TV Tour, najpierw pojawił się cień tańczący kankana, potem gwiazdki Unii Europejskiej, lecz nie spadające, tylko składające się z sowieckich czerwonych gwiazd, a potem motywy na telebimie jak na okładce płyty Kolaboracja II - Dezertera, czyli twarze Bono, Edge'a, Adama i Larry'ego niczym Marksa, Engelsa i Lenina na sztandarze. Grafika, w tym kolorystyka trochę też "Kraftwerkowska" i a'la lata siedemdziesiąte, tak czy inaczej, bardzo udana. Bono natomiast założył na siebie mundur wyglądający na oficerski. Następnie The Fly i With Or Without You, znowu zeszli na chwilę ze sceny i już tylko z nowej płyty (All Because of You i Yahweh). Najwięcej grali oczywiście z How To Dismantle An Atomic Bomb, potem z The Joshua Tree i Achtung Baby, nic z Pop, nic z Zooropa i nic z October. Na końcu Bono krzyknął "Once more! Once more!" i Vertigo. Refrenowe "oooooooooooo" śpiewali wszyscy, potem powiedział (po polsku) "Dobranoc" a na telebimie pojawił się napis "the end". Na żaden nadprogramowy bis nie dali się namówić. Gdy wszyscy wychodzili, dalej śpiewali refrenowe "ooooooooooooo" z Vertigo.
To był niesamowity koncert, trudno mi sobie wyobrazić na innych ich koncertach taką atmosferę jak w Polsce przy piosenkach New Years Day (wiadomo) i Pride. Jednak uważam, że koncert ma małe szanse na edycję na DVD, ze względu na nagłośnienie - nie trzymało poziomu i nie było jakieś rewelacyjne. Choć pod względem artystyczno-emocjonalnym na pewno zasługuje na utrwalenie na DVD. U2 to szczególnie traktowany zespół w Polsce, po pierwsze, poprzez utwór New Years Day, inspirowany sytuacją w Polsce po wprowadzeniu stanu wojennego 13 grudnia, Polacy poczuli, że o nich nie zapomniano, po drugie, Polska i Irlandia to bardzo podobne do siebie kraje, głównie pod względem historycznym - o czym sam Bono mówił podczas koncertu, usłyszał za to po polsku (sic!) "Dziękujemy". U2 jakby stał się częścią polskiej historii.
Przypomnę jeszcze że podczas Elevation Tour na jednym z koncertów w Niemczech, Bono dostał polską flagę z napisem "Why Not In Poland" i uniósł ją ostentacyjnie w pytającym geście.
Friday, 13 December 2002
"MNIEJ IDEOLOGII WIECEJ GEOMETRII" - CO TO MA ZNACZYĆ? NOWOHUCKIE BIENNALE 2002, KRAKÓW - NOWA HUTA
"Mniej ideologii, więcej geometrii" - to myśl przewodnia tegorocznych nowohuckich biennale architektonicznych (sic!). Hasło niczym żywcem wyjęte z czasów socrealizmu, kiedy to właśnie powstała Nowa Huta. Merytorycznie niczym nieróżniące się od sztandarowych haseł tamtych lat. Sama geometria nie załatwia sprawy. Wystarczająco dużo jest jej na innych krakowskich osiedlach - sypialniach. Architektura musi być też użyteczna. Sam konkurs to zabawa, czy na poważnie? Nie do końca był odpowiedzią na rzucone hasło, a prace, podobnie jak ww. maksyma nie wniosły nic konkretnego do neorenesansowej tkanki. Co do Nowej Huty, wiadomo, że jest niedokończonym dziełem. Zamknięciem południowej strony Placu Centralnego miał być okazały i reprezentatywny teatr. W miejscu Os. Centrum E i NCK-u również miały stać budynki, a nawet urządzone jednostki sąsiedzkie. Powstać miał jeszcze min. neorenesansowy ratusz, iglica na środku Placu i płaskorzeźby na bocznych ścianach ryzalitów.
Przedpole widokowe na Łęg niewątpliwie było największym polem do manewru. Projekt zwycięski i zdecydowana większość proponowała umieszczenie tam terenów zielonych. Jest to także najtańszy sposób uporządkowania tej najbardziej nasłonecznionej i dzikiej części dzielnicy. Taka koncepcja przyświecała również innym nacjom biorącym udział w biennale. Wietnamczycy proponowali zespół fontann i oczek wodnych z całą inżynierią, Włosi natomiast promieniste układy neobarokowo-angielskich ogrodów na współcześnie (zgodnie z obecnymi, organicznymi trendami w urbanistyce). Natomiast inni Włosi odpowiednio ustosunkowali się do myśli przewodniej biennale i postawili śmiałą złożoną bryłę na południowej ścianie Placu Centralnego. Żeby nie było banalnie, przesunięto ją trochę w prawo pozostawiając z lewej strony trochę prześwitu na Łęg. Za to dostali Nagrodę Dziekana Wydziału Architektury. Rzeczywiście odpowiedzieli na zadany temat. Sama geometria. Utkwił mi w pamięci zegar na Placu z wielometrową poziomą wskazówką sięgającą CAHTS, czyli "helikopter Nowa Huta". Najbardziej mi się podobał projekt, który nie miał szans wygrać, bo był nie na temat. Zakładał ciekawą rozbudowę urbanistyczna dzielnicy w stylu 3 razy NH. Powstała w ten sposób żywa tkanka miejska, która się "rozmnaża". Autorzy zestawili ze sobą trzykrotnie układy ulic z okolic Centrum w jeden zwarty. Projekt bardzo nowoczesny, ale nie miał określonych hierarchii ważności ulic, trzy równoznaczne Place Centralne. Narzucał się pewien główny ciąg, ale być może to była tylko koncepcja nic więcej. Nawet postawiony został w mało widocznym miejscu, chyba organizatorom nie o to chodziło, bo urbanistyka to czysta ideologia - nie geometria.
Biennale nie wprowadziły w zasadzie nic nowego. Odbyta później dyskusja przedstawiła kilka dodatkowych drobnych propozycji, typu bezpośrednie połączenie z lotniskiem na Balicach, ale cały czas niewielki miało to związek z geometria. Jednak każda taka impreza to szansa dla Nowej Huty na pewne zmiany. Może po tej tez cos wyniknie pozytywnego, np. bezpośrednie połączenie z Balicami.


























