Nurt Architektury Organicznej szkoły Imre Makovecz'a
Architektura
węgierska nie jest do tego stopnia znana i popularna jak np. włoska.
Węgrzy tez, prócz Parlamentu i może Mostu Łańcuchowego, nie maja
aż tak powszechnie rozpoznawalnych symboli własnej architektury jak
np. Francuzi Wieżę Eiffla, Łuk Triumfalny, czy tez Centre de
Pompidou. I jeśli ktoś chce pozwiedzać jakiś kraj pod kątem
architektury, raczej wybiera inny. Obecnie na Węgrzech też nie
buduje się tyle co w Berlinie i nadal nie powstają rzeczy na tak
wielką skalę. Jednak będąc tam można zauważyć, ze tamtejszy
modernizm i cała architektura współczesna stoją na wyższym
poziomie niż w Polsce i to od dłuższego czasu. Kto nie miał
okazji przekonać się na własne oczy mógł odwiedzić wystawę
"Węgierska Architektura Organiczna", która trwała od 22
października do 10 listopada bieżącego symetrycznego (2002) roku i
odbyła się w Muzeum Etnograficznym w Krakowie. Zaprezentowano tam
"nurt tzw. Architektury organicznej, szkoły Imre Makovecz'a,
jednego z najwybitniejszych współczesnych architektów węgierskich,
oraz dzieła Stowarzyszenia Karoly'a Kos'a, które powstało jako
sprzeciw wobec estetyki i ideologii komunistycznej, o czym
poinformowała nas ulotka na miejscu.
Stowarzyszenie
podobno "zrzesza architektów, którzy swoja współpracę
rozpoczęli od obserwacji człowieka, jego sposobu poruszania się,
poszukując energii przestrzennej, jaka jest mu potrzebna do życia".
I rzeczywiście, trudno mi było jednoznacznie określić zjawisko
wielokrotnych obłych kształtów, falistych przykryć na wielu
poziomach dachów i daszków domów mieszkalnych np. na wzgórzach.
Były tam dwa projekty takich właśnie domów mieszkalnych
przypominających planetarium, albo stacje badawcza. Budynki
nowoczesne, bardzo sielskie jednocześnie, co uwydatnia ich
usytuowanie na wzgórzu. Autorstwa Laszlo Sarosa - jednego z
założycieli Stowarzyszenia Karoly'a Kos'a. Jeden z nich, ten, który
powstał we współpracy z Lilla Borzsak, posiadał dodatkowo kilka
kolejnych atrybutów architektury węgierskiej - kopuły, nawet
kilka, za jedna okazało się, ze była kolejna. Oba obiekty powstały
we współpracy z Ferenc'em Lorincz'em, bardzo zgrabnie komponuje się
z otoczeniem swoimi wypukłymi kształtami. Był jeszcze jeden
podobny projekt Laszlo Sarosa i Lilla Borzsak - dom mieszkalny w
Budapeszcie u podnóża góry z wystającymi skałami prawdopodobnie
wapiennymi, (bo jasnymi). Budynek biały, czyli także jasnego
koloru, duży, z dobudowana baszta o nietypowych oknach, jakby
klepsydry na każdej ścianie (nie wiem, co to miało oznaczać,
zwłaszcza, że reszta budynku, była utrzymana w konwencji wręcz
modernistycznej), tym razem bez obłości (sic!).
Kolejne
ciekawe przedsięwzięcie z wykorzystaniem krzywizn (mnie ono
najbardziej podobało się), to dobudowana kondygnacja do niskiego
domku parterowego. Obok przylegał znacznie wyższy budynek.
Nadbudowa stopniowo, ale płynnie schodziła z poziomu budynku
wyższego do poziomu tego niższego. Pełna płynność podkreślały
właśnie te obłe kształty - obłe w przekroju pionowym, a płaskie
w elewacji, czyli schodkowe zejście, co w sumie dało znakomity
wynik w perspektywie. A drewniane wykończenie całej nadbudowy,
doskonale współgrało ze stolarka na parterze. Był to projekt
Sandora Devenyi w Pecsu - mieście, któremu stworzył nowy obraz
"dzięki swej organicznej wizji architektonicznej". Kolejne
jego przedsięwzięcie w tymże mieście urzeczywistniło te idee.
Munkachy udvar - dom - jego autorstwa we współpracy z Endre Borza i
Kristof Lapossy. Jedna elewacja, to twarz, po prostu twarz: okna
niczym oczy, symetrycznie rozłożone pod pół-łukami odwróconymi
od siebie jakby plecami. I nie jest to jego jedyna tak organiczna
elewacja w tym mieście. Innym towarzyszy także bogaty detal
balustrady i bramy wejściowej, oraz kolorowa ceramika jak na domach
Hundertwassera w Wiedniu. Widać tu nawet po prawie stu latach
pozostałości Cesarsko-Królewskich związków kulturalnych z
sąsiadem, a żeliwne detale przypominają o secesji, która również
miała znaczne koneksje z przyroda, o czym jest mowa.
Elementy
faliste (attyki, daszki itp.) występują w Pecsu na wielu projektach
Sandora Devenyia i na posadzce przed kościołem. Mozaika z kostki
brukowej płynnie (trochę infantylnie) zaprasza do kościoła
nakierunkowywujac na główne wejście. W tymże mieście stworzono
także dwie ciekawe plomby architektoniczne. Zarówno jedna, jak i
druga bardzo komponowały się z otoczeniem. Pierwsza nawiązywała
do całego ciągu kolorystycznie w dosłownym tego znaczeniu,
usytuowana w malowniczej uliczce i wyróżniała się od pozostałych
stanowiąc pewne podwinięcie elewacji w pewnym miejscu i podparcie
jej zapałkami, aby nie opadła. Bardzo ciekawa bryła Romai Udvar z
1991 roku. Inna plomba w Pecs - Villainsujtotta Hal, kolejne
utrzymanie tonacji pierzei w strukturze - na elewacji podłużne
elementy - jako kontynuacja, i kolorze - pastelowa tonacja brązu i
koloru raczej stalowego niż szarego w tym kontekście. W miejscu
złączenia - wypieszczone pęknięcie, jakby nienaturalne i wyjęte
z kontekstu, albo tam wsadzone.
Jak
już wspomniałem, Węgry nie maja zbyt wiele spektakularnej
architektury, specjalizują się raczej w niskiej zabudowie.
Szentendre - typowy dom mieszkalny na jednej z głównych ulic tego
małego, acz uroczego miasteczka. Autor: Laszlo Saros we współpracy
z Lilla Borzsak, czyli Stowarzyszenie Karoly'a Kos'a. 1990-95 rok. Na
rogu dwóch ulic utrzymana konwencja niskich domków. Szczyt, jak
gdyby wywinięty na wierzch, albo wykrojona część dośrodkowa na
zewnątrz, na tym właśnie rogu, podparta filarem. I chociaż ma
inny charakter, komponuje się z wieżą kościoła w oddali. Swoja
wysokością nie wykracza nawet poza kalenice, także poza szczyty
innych domków, ale wyraźnie się wybija. To był akurat chyba
najmniej organiczny obiekt na wystawie, może, że chodziło o
nawiązanie do sztuki ludowej. Inny przykład cech węgierskiej
architektury: niskie krępe budynki przykryte kopułą. Taka
dobudówkę zastosował Sandor Devenyi w jednym ze swoich projektów
w Pecsu mieszcząc tam prawdopodobnie kawiarnie. Takie jest też
złączenie dwóch ciągów pasaży, czy straganów na targowisku
miejskim w Vac - autorstwa Laszlo Sarosa i spółki. Oprócz tego na
plac prowadzi brama murowana o falistym kształcie z dwoma
wieżyczkami w kolorze pastelowym. Z takich niskich pasaży
zaprezentowano jeszcze rynek w Dunaszerdahely na Słowacji - w części
zamieszkałej w większości przez Węgrów. Jest to praca Jozsefa
Makovecza prezentującą ciąg niskiej zabudowy z podcieniami i
elementami dominującymi co jakiś czas, coś jak krakowskie M1, albo
Sukiennice. Struktura ta ogranicza z dwóch stron ten główny plac
miejski, a dodatkowo urządza całą przestrzeń z wysokimi blokami w
tle. Kolejny tego typu obiekt umieszczony na wystawie to budynek
Uniwersytetu Katolickiego w Triskell autorstwa Jozsefa Siklosi.
Podobna bryła, ciąg delikatnego zadaszenia zwieńczonego mocniejsza
bryłą, całość przykryta ciągiem załamanych fal, daszkami o
małych połaciach i na różnych poziomach. Ta lżejsza część
podparta zwielokrotnionymi zastrzałami - kolejny charakterystyczny
element, w tym przypadku detal, architektury węgierskiej.
Zaobserwujemy go również w Kościele Luterańskim w Siofok, który
okazał się kwintesencja architektury organicznej. Jego elewacja,
przypominająca sowę, to samo sedno tytułu wystawy. Wyżej
wymienione drewno występuje tu jako wykończenie i konstrukcja
nośna. Jest go tu po prostu pełno, a poszczególne ornamenty,
elementy, czy inne dekoracje, sprawiają wrażenie, ze i Stwórca
miał tu swój udział w tworzeniu własnego domu. Do tego cala
infrastruktura (plebania itp.) tworzy zgrabna i zwarta kolonie.
Nie
dopatrzyłem się wielu prac samego Imre Makovecza natomiast jego
szkoła w połączeniu ze Stowarzyszeniem Karoly'a Kos'a
zaprezentowała architekturę bardzo odważną, no i dobrą przede
wszystkim. Niestety nie stanowi ona nic przebijającego się w skali
choćby nawet europejskiej. I nie ma szans. Poza tym wszystkie
obiekty (oprócz jednego) wzniesiono poza Budapesztem, gdzie mieszka
1/5 populacji całych Węgier, kraju leżącego na prowincji Europy,
stad tez cala ta architektura pozostanie prowincjonalna. Przyrównując
natomiast do Polski, jest ona dużo bardziej śmiała i
eksperymentalna. Większość powstała na początku lat 90-tych,
czasu jeszcze ciągnących się przemian i należało szybko, nawet
prowizorycznie, dostosowywać prawie wszystko do nowych funkcji, a
wtedy nikt u nas nie myślał w pierwszej kolejności o walorach
estetyczno-kompozycyjnych, stosowano raczej naśladownictwo. Pójście
Węgrów własną drogą zaowocowało, o czym można było się
przekonać, oglądając architekturę nowoczesna, charakterystyczna i
rozpoznawalna jako węgierska.



