Friday, 2 November 2012
Tożsamość polskiej muzyki
Friday, 26 October 2012
Niewdzięczna rola basisty w zespole
Friday, 14 September 2012
No Thoughts No Gravity @ The Enterprise 14/09/2012
We were headlining this gig and also we're very happy that we start building our own audience, and more people start coming down to see us.
Pomału także wydostajemy się z dołka niekomu nie znanych zespołów, cieszymi się że zaczynamy budować własną publiczność i ludzie zaczynają przychodzić żeby zobaczyc właśnie nas.
Monday, 18 June 2012
No Thoughts No Gravity - live recording
www.nothoughtsnogravity.com
www.myspace.com/nothoughtsnogravity
Saturday, 28 April 2012
My first album | Moja pierwsza płyta!
Looking for Droids just finalized recording and mixing the debut album! It's my first proper album, where I recorded bass lines for 8 among 11 tracks. 3 tracks recorded Alex - the previous bass player who decided to leave London for charity work in India. Very appreciating. However the album launch party happened 28.04.2012 @ Dogstar - London, Brixton. The album is available on iTunes and our gigs. Check out http://www.lookingfordroids.co.uk/
Monday, 2 April 2012
No Thoughts No Gravity - Live & Unsigned competition
Dziękujemy także portalowi Londynek.net za promocję i trzymanie za nas kciuków.
No Thoughts No Gravity with the new drummer - David Hippel, participated in the Live and Unsigned competition run by Sky TV. The songs of NTNG are nice so Phil thought that would be nice if more people knew them. I'm slowly realizing the show business works:) At the beginning (lowest level) we were judged by how we look like, move, dance, how many friends brought (8 each one to pay for the ticket). Last audience voting - we lost with nice looking girl band - good luck girls! Phil wrote a little bit about that on the NTNG blog:
http://nothoughtsnogravity.blogspot.co.uk/2012/04/live-and-unsigned-hmmm.html
Tuesday, 13 March 2012
Whispering John & No Thoughts No Gravity - Demo CDs
Saturday, 10 March 2012
Looking for Droids nagrywa plyte / Looking for Droids recording an album
It's the time, when all my energy I put into the music, Looking for Droids is recording an album, here's the full story:
Tuesday, 13 December 2011
No Thoughts No Gravity live @ 229
10/12/2011 Club 229 / London, UK
Sunday, 13 November 2011
Looking for Droids live @ Barfly!
Saturday, 10 September 2011
Flashback & No Thoughts No Gravity - back to the business
http://www.flashbackonline.co.uk/
http://www.myspace.com/nothoughtsnogravity
Tuesday, 9 August 2011
Music in Architecture | Architecture in Music
Here's the video and description below:
Music is a space. The architectural concept creates an interesting space where one can feel the composition. Being surrounded by sounds and physical items one must feel a unity. Music gives very individual feelings. That’s why the space is very much at hand (everything is close) and that’s why the general size of the installation is relatively small. The space is created by two openwork walls – timber columns and two existing solid walls. It generates a kind of echo effect, to support the electronic composition would. Timber columns and a piece of material from the ceiling soften the echo effect by absorbing a little bit of the sound, but not everything.
There are three main parts of the composition: strong beat of 4/4 rhythm which changes after half song to double beat 4/4, bass line containing one half note and two quarter notes and calm, long, relatively steady leading tune. Simple scheme containing three most popular instruments: guitar, bass and drums, but proceeded by computer. The architecture is presented in the same way: strong rhythm of openwork walls of columns, dominating figure inside representing bass line as the soul of the installation and a light material dropping down from the ceiling as the leading tune.
Five rings create four spaces in between that relates to the rhythm of the bass tune. Two last rings are hanging higher. It’ s according to the changes in notes – from G to A. Frontal shape of the rings is related to the transcription of the bass line in notes. Listening the composition one can follow the ring formation according to the tune. The hang structure by thin transparent (strong enough) lines crossing the hanging material fixed to the ceiling. It’s like a spider net, allegory of bass mission in a band, as cement that puts all the parts of the composition together.
A light material from the top dropping down from the ceiling represents the leading tune of the composition. The main melody is like a light material, flowing from somewhere to somewhere. That’s why I decided to use a material. According to the sound silver silk is preferable.
Relatively linear drop down level of the hanging piece represents steady leading tune, the chord changes after couple of bars. The additional feelings give the vibrations from the speakers, which are placed on the top above the material. They are fixed to the additional structures and spanned between the columns and from an engineering point of view is an additional bracing. And everything is not seen from the performing level. We can only see the waving material. Music is a personal travel following different sound stages, sounds, like a tunnel. I could put as many columns as we have drumbeats in the composition, but I chose the most representative part, which contains every bit of the composition. The free space inside represents the beginning of the composition when we hear drums at the begging, then we need to wait for next elements. That’s the invitation.
Choosing the materials, size 125x125 mm of timber columns, steel and artificial wrap of bass line structure and silver silk represent the lightness, balance and tone of the composition, electronic and modified by computer. Drums sound natural, that’s why I propose wood to make the columns, but the computer modifies them too – that’s why I suggest painting them black. The leading tune is light as a silk; the silver colour represents the computer effect. The architectural installation is optimistic as the major scale of the composition, but nostalgic too and it’s caused by the elements from a minor scale. That’s the general impression that I think I achieved.
Zbigniew Piotrowicz: Architect / www.piotrow.prv.pl
Soneil Inayat: Composer / http://soundcloud.com/zapruder
http://www.behance.net/gallery/Music-in-Architecture-Architecture-in-Music/2026517
Monday, 31 January 2011
My first album! A proper demo mixed up!
Tuesday, 15 August 2006
SZIGET FESTIVAL - 13.08.2006 Budapeszt, Wyspa Sziget,
Tego dnia na głównej scenie występowali: Sons and Daughters, dEUS, węgierski Heaven Street Seven i Radiohead. Sons and Daughters dali czadu po południu, moją uwagę zwracała basistka popijająca wino. dEUS zagrał wyśmienicie, zaczęli od dźwięków Theme from turnpike w czasie którego wyszli na scenę, potem Fell off the floor man, Instant street i dalszą część setu. Grali swoje utwory szybciej, tak aby rozruszać festiwal, wg mnie dobry pomysł. Na koniec zwolnili tempa i zagrali kilka wolniejszych np Nothing really ends, a na koniec jak zwykle For the roses Ich koncert był świetny! W festiwalowej formie. Heaven Street Seven brzmiał ciekawie, niebanalnie, ponoć ma dobre teksty. Niestety nie rozumiałem, ani też wcześniej nie znałem żadnej z ich piosenek, śpiewali po węgiersku. Myślę że w kraju odgrywają taką rolę jak w Polsce Myslovitz. Radiohead swoim występem przyćmili wszystko, nawet wyśmienity koncert dEUS'a. Dla mnie to po prostu symfonia, z efektami wizualnymi, grą świateł. Zaczęli od Airbag, zagrali nawet Karma Police, czego się nie spodziewałem. w drugiej części koncertu więcej z The Bends, dużo grali z OK Computer, zaprezentowali kilka nwych piosenek, zakończyli jak zwykle Everything in it's right place. Po berlińskim koncercie 3 lata wcześniej, postanowiłem, że będę jeździł na ich koncerty dopuki nie usłyszę dobrego koncertu w ich wykonaniu. Teraz chciałbym być na każdym ich koncercie.
Tuesday, 5 July 2005
U2 Vertigo Tour 05 - Chorzów, Stadion Śląski 5.07.2005, relacja z koncertu
Niesamowita energia już przy pierwszych dźwiękach Vertigo, po oklaskach Bono powiedział po polsku "Dziękuję" - wiadomo jaka była reakcja publiczności. Dalej I will Follow i Elevation - mały żarcik, gdzie w momencie, kiedy każdy się spodziewał mocnego uderzenia, kontynuowany był początkowy motyw gitarowy. Nikt nie wiedział kiedy nastąpi owe "uderzenie" nastąpiło po bodajże trzecim E-LE-VA-TION!!!. Koncert zaczął się kiedy było jeszcze jasno. Następnie Electric Co i oczekiwany New Years Day, gdzie przy tym utworze ku czci Solidarności, ci co byli na płycie unieśli w górę coś czerwonego, ci co na trybunach - coś białego, tworząc wielką polską flagę. Zaskakujące jak szybko się fama rozniosła przez internet. Każdy kto tworzył tę żywą flagę polską na stadionie, a chyba każdy, czuł się jakby był nieodzowną częścią koncertu i U2, jakby ten utwór był też o nim. Nastąpiła niesamowita nić porozumienia między wszystkimi a Bono i U2, były też chwile wzruszenia... Bono powiedział: Beautiful concert, beautiful day i zaczęli Beautiful Day. Miracle Drug zadedykowany został komuś kto "dorastał niedaleko stąd i ukradł mi gogle…" - powiedział Bono. Wzruszający był zaświecający się i gasnący kardiograficzny puls na telebimie i przyspieszenie nałożonych kilku na siebie podczas refrenu, jakby inny wymiar życia - inny świat…(sic!). Było Sunday Bloody Sunday, którego nie było w Warszawie 8 lat temu, z towarzyszącym tej piosence symbolem "Coexist" złożonego z półksiężyca, gwiazdy Dawida i krzyża (zaprojektowanym przez Polaka). Symbol był umieszczony na telebimie i na opasce, którą Bono naciągnął sobie na oczy, ukazując zaślepienie niektórych, bądź aby patrzeć na innych poprzez koegzystencję a nie antagonizmy. Symbol towarzyszył następnej piosence, zaangażowanej politycznie - Bullet The Blue Sky. Przy Pride odniosłem wrażenie, że Bono rozsadzało, nie śpiewał refrenu przeciągając jak najdłużej, śpiewał na jedno tempo z publicznością, z punkrockową energią. Przy Where the Streets Have No Name, wszyscy machali rękami w dyrygowany przez Bono rytm afrykański, czyli stamtąd, gdzie ulice nie mają nazw naprawdę, w tym czasie na telebimie wyświetlane były flagi państw afrykańskich. Następnie rozpoczęli set z 3 piosenkami z płyty Achtung Baby. Zaczęli od One, potem na chwilę zeszli za sceny i niby bisując zaczęli grać dalej. Przy Zoo Station, podobnie jak przy ZOO TV Tour, najpierw pojawił się cień tańczący kankana, potem gwiazdki Unii Europejskiej, lecz nie spadające, tylko składające się z sowieckich czerwonych gwiazd, a potem motywy na telebimie jak na okładce płyty Kolaboracja II - Dezertera, czyli twarze Bono, Edge'a, Adama i Larry'ego niczym Marksa, Engelsa i Lenina na sztandarze. Grafika, w tym kolorystyka trochę też "Kraftwerkowska" i a'la lata siedemdziesiąte, tak czy inaczej, bardzo udana. Bono natomiast założył na siebie mundur wyglądający na oficerski. Następnie The Fly i With Or Without You, znowu zeszli na chwilę ze sceny i już tylko z nowej płyty (All Because of You i Yahweh). Najwięcej grali oczywiście z How To Dismantle An Atomic Bomb, potem z The Joshua Tree i Achtung Baby, nic z Pop, nic z Zooropa i nic z October. Na końcu Bono krzyknął "Once more! Once more!" i Vertigo. Refrenowe "oooooooooooo" śpiewali wszyscy, potem powiedział (po polsku) "Dobranoc" a na telebimie pojawił się napis "the end". Na żaden nadprogramowy bis nie dali się namówić. Gdy wszyscy wychodzili, dalej śpiewali refrenowe "ooooooooooooo" z Vertigo.
To był niesamowity koncert, trudno mi sobie wyobrazić na innych ich koncertach taką atmosferę jak w Polsce przy piosenkach New Years Day (wiadomo) i Pride. Jednak uważam, że koncert ma małe szanse na edycję na DVD, ze względu na nagłośnienie - nie trzymało poziomu i nie było jakieś rewelacyjne. Choć pod względem artystyczno-emocjonalnym na pewno zasługuje na utrwalenie na DVD. U2 to szczególnie traktowany zespół w Polsce, po pierwsze, poprzez utwór New Years Day, inspirowany sytuacją w Polsce po wprowadzeniu stanu wojennego 13 grudnia, Polacy poczuli, że o nich nie zapomniano, po drugie, Polska i Irlandia to bardzo podobne do siebie kraje, głównie pod względem historycznym - o czym sam Bono mówił podczas koncertu, usłyszał za to po polsku (sic!) "Dziękujemy". U2 jakby stał się częścią polskiej historii.
Przypomnę jeszcze że podczas Elevation Tour na jednym z koncertów w Niemczech, Bono dostał polską flagę z napisem "Why Not In Poland" i uniósł ją ostentacyjnie w pytającym geście.
Friday, 2 March 2001
DYLIŻANS - Listopad 2000 Kraków, Klub Re, relacja z koncertu
DYLIŻANS (pierwotnie dla zina BLOK, ostatecznie nie umieszczona) - Listopad 2000 Kraków, Klub Re. Małe mroczne pomieszczenie, jest jesień, Robert Brylewski, Tymon Tymański, Grzegorz Nawrocki stworzyli niesamowity transowy projekt alternatywny na zlepku yassu i punka. Grali utwory Brygady Kryzys, Kryzysu, Izraela, Kur, Pogan, Velvet Underground i nie tylko, czyli i Centralę, i Venus In Furns, i Wirtualną Miłość, i ...widziałem cie z innym chuopcem...(Tymon i Trupy), i Święty Szczyt...A wszystko jakby na jedno kopyto, ale za to jakie. Trans non stop, chociaż to różne utwory, klimatu dodawała perkusja Ś.P. J.Oltera tworząca jakby dopowiadające tło i konga (Majewski), i trójka frontmanów o niebanalnych wcześniejszych dokonaniach muzycznych na tej małej scenie. (przyp. Brylu - Kryzys, Brygada Kryzys, Izrael, Armia, Falarek, współpraca ze Światem Czarownic... Tymon - Kury, Czan, Miłość, Trupy, Masło, NRD, współpraca min. z Lesterem Bowie... Grzesiek - Kobiety, Ego, Czan...) Jeden z lepszych koncertów w moim życiu, jakby w jednej pigułce wszystko.
Thursday, 1 March 2001
CHUMBAWAMBA - 12.08.2000 Olsztyn, relacja z koncertu
CHUMBAWAMBA (Inwazja Mocy), recenzja dla BLOK'u - 12.08.2000 Olsztyn, wstęp wolny. Popołudnie w jakimś lasku w Olsztynie. Siedzimy patrząc na Jeziorko (przecież to Mazury). Słyszymy, ze CHUMBAWAMBA ma próbę. Słychać "Mouthful of shit". Prawdziwy koncert zaczęli dopiero ok. 22 od "Drip-drip-drip" z "Tubthumper" i jakoś zaraz potem "Timebomb" i coś z nowej płyty "Wysiwyg" (tytuł to skrót od What you see is what you get), a potem cała reszta i tak przez ponad dwie godziny. Było Tubthumping, Enough is Enough (Open Your Eyes, Time to Wake Up), oczywiście Mouthful of Shits (tym razem nie zadedykowali swojemu premierowi - Tony'emu Blair'owi, jak to uczynili na Odjazdach w Spodku w '97 r. - przyp. tytuł znaczy "Usta pełne gówna"), było I' m with stupid (jestem z głupkiem). Wokalista i wokalistka założyli czerwone T-shirty z takimże napisem i z wizerunkiem palców wskazujących skierowanych na siebie. Była Alice jako zakonnica z flaszka kręcąca biodrami. Nie było Danberta Nobacona w ceglanym garniturze, jak w Spodku, było "Nazi" A' capella, "Jesus in Vegas" (taking care a business). Mniej więcej repertuar podzielony był na ten z ostatniej płyty, ten z przedostatniej (studyjnej Tubthumper) i reszta. Nie zagrali natomiast: "Give the Anarchist a Cigarette," "Amnesia," "Outsider" i nic ze "Swinging with Raymond…" nie mówiąc o "English rebel songs". Ale show i tak był dobry. Wpływ na to miało też przygotowanie wizualnej strony konceru przez muzyków, choćby nawet dobranie stroju do piosenki. Bisowali trzy razy. W porównaniu do wcześniejszego koncertu w Spodku, repertuar był bardziej wyważony i chyba …ciekawszy, chociaż nie wykonali kilku utworów, na które czekałem. Na "Odjazdach" promowali "Tubthumper" i głównie z tej płyty grali utwory. Tym razem było tak jak wcześniej opisałem. Mało brakowało, a przeprowadziłbym wywiad z Chumbawambą, ale szkoda mi było kasy na przekupienie ochroniarzy wynajętych przez RMF FM, żeby mnie wpuścili na scenę. Myślę, że muzycy chętniej udzieliliby nam wywiadu niż jakiemuś tam kolorowemu pisemku typu Playboy czy Wprost (jak to było w przypadku Radiostacji i Marylin Manson). Może daliby się zaprosić na "Punkowa Orkiestrę...". Na koncert można było wnieść teoretycznie dwa piwa a pod scenę w ogóle (podwójne bramki). W praktyce było różnie. Przed Chumbą grali Czarno-Czarni i Big Cyc.
Pozwolę sobie jeszcze na małą polemikę - Na ostatniej płycie widnieje napis "Kopia zabija muzykę" Kilka lat temu byli zadowoleni z tego, że ich płyty są tak popularne w Polsce
Wednesday, 28 February 2001
DIE TOTEN HOSEN - 1.06.2000 Kraków, relacja z koncertu
DIE TOTEN HOSEN - 1.06.2000 Kraków, Klub 38. Bilet 39 i 45 zł. - Recenzja dla zine'a BLOK. Gdybym nie miał wcześniej kupionego biletu, nie poszedłbym na ten koncert, choć i tak się spóźniłem. KSU - nie widziałem, ale na pewno wypadli dobrze jak na "Orkiestrze". Publika ostro przywoływała "Martwe Spodnie". Wreszcie wyszli, wokalista przywitał Kraków w języku polskim i dodał, już po angielsku, że to wszystko, co umie w naszym języku, został mu angielski i niemiecki. Chwila przerwy i... Hey Ho Let's Go. Ruszyli. Zaczęli od tejże piosenki Ramones'ów. Gdy ją usłyszałem, poczułem się jak na spidzie. Potem reszta kawałków od "Bommerlunder" z pierwszej płyty "Opelgang" poprzez "Horrorschau", "A wszystko to, bo ciebie kocham" w wersji oryginalnej /Kauf Mich, Sexy & Reichy/ i wesoły przebój o jeleniach /płyta "Opium dla ludu"/ aż po być może przyszły hymn Bayernu Monachium z ostatniej płyty "Unsterblich", która promował ten i inne koncerty w Europie i Argentynie. Przypomnijmy, że była to druga wizyta DTH w Polsce. Pierwsza gdzie z Kobranocką dali kilka koncertów, podobno w latach 80-tych dla Niemców było to niezłe zetknięcie z ówczesnymi realiami. W tym roku zagrali jeszcze w Warszawie. Oprócz ww. utworów zapodali kilka starych zapomnianych kawałków, no i covery - nie tylko Ramones'ow i nie tylko z płyty "Learning English lecz też "Should I Stay or Should I Go" - The Clash i "First time" - Plain, gdzie refren śpiewała cala sala /Oh! Oh oh oh!/.
Covery świetnie współgrały a nawet udoskonaliły repertuar, publiczność zaś miała niezłą jazdę. Poza tym wszystko zagrane cały takim kopem i niesamowitą energią, że koncert, chociaż trwał ok. 2h, zleciał mi razy szybciej. I nawet, kiedy elementy garderoby fruwały między sceną, nikt się z muzyków nie zamierzał obrazić, jak to zrobił pan Lech Janerka w marcu'99. Widać było jak na jednym z obsługi technicznej zespołu zrobiła wrażenie papa z wielkim napisem DTH. Raz tylko ochroniarz wkurzył wokalistę. Na szczęście pomimo wieku nie są nazbyt zmanierowani, za co ceni ich także starsza publiczność, która licznie przyszła na koncert, co niektórzy z rodziną. W każdym bądź razie widownia w różnym wieku kumata i świadoma. Ja nie zauważyłem żadnego małolata /...wiadomo w jakim sensie/, ani żadnej "armii irokezów", jak na innych takich imprezach. Każdy wyglądał jak chciał. Istny klimat lat 70/80-tych, jakby żywcem przeniesiony z londyńskich klubów zeszłej i jeszcze wcześniejszej dekady. Można było sobie kupić pamiątkowa koszulkę z trasy za 50zł., piwo po znośnej cenie lub zapodać sobie drinka. Pomimo iż wole ich starsze nagrania, koncertu tej "Piątki z Dussoldorfu" długo nie zapomnę.





















