Showing posts with label Muzyka. Show all posts
Showing posts with label Muzyka. Show all posts

Friday, 2 November 2012

Tożsamość polskiej muzyki

Dlaczego w USA chlubią się blues'em, na Kubie cha-chą, w Brazylii sambą, dlaczego Polacy się wstydzą kapeli kieleckiej. Z racji że dorastałem na kielecczyźnie i w lokalnym radio często grano ludowe kapele na nie najwyższym poziomie, po prostu nienawidziłem tych skrzypek. Rzępolenie na maksa. W dodatku głupie teksty o niczym. Zamierzone zabiegi władz komunistycznych (które łatwo teraz krytykować) skutecznie zniechęciły np. mnie do muzyki ludowej. Taką mi serwowano, więc trudno to było lubić. Kiedyś kolega pożyczył mi książke "Ostatni wiejscy muzykanci". Ktoś (Andrzej Bieńkowski) podobnie jak Oskar Kolberg, postanowił udokumentować tych wiejskich muzykantów, którzy po prostu lubili to co robili. bardzo mi zaimponowało to wydawnictwo. Studiując wtedy na Krakowskiej Szkole Jazzu i Muzyki Rozrywkowej, byłem bardzo zaintrygiwany różnymi skalami, w tym bluesową i zastanawiałem się jak jest polska skala. Cała edukacja i krótki pobyt na Kubie, oraz liczne jam sessions w Londynie gdzie grałem bluesa sprawiły że zacząłem się także zastanawiać, jak to się stało, że muzyka amerykańskich wieśniaków jako ewolucja, tradycyjnej irlandzkiej, blue grass w zderzeniu z afrykańskim rytmem ewoulując później w swing i rock'n'roll podbiła świat, a polska poszła w zupełne zapomnienie i właściwie leży w trumnie przebita dodatkowo osikowym kołkiem. Gdzie są więc korzenie polskiej muzyki? Polacy nie gęsi... To czterdziesto milionowy naród i niemożliwe aby w przeszłości nie wydarzyło się nic unikatowego w w skali światowej.
 
 
Niewiele wiemy o muzyce ze średniowiecza, prócz Bogurodzicy bez zdefiniowanych wielu aspektów, muzyka barokowa i ogólnopojęta klasyczna, to twór ówczesnego kosmopolityzmu, Chopin nawiązywał do polskiej tradycji, dlatego stał się wielki, unikatowe melodie, mazurki, słuchając przychodzi skojarzenie z płaskim Mazowszem, polna droga, jakiś staw i wierzba płacząca i. I to na obczyźnie, bo osobiście rozumiem jego tesknotę w czasach kiedy powrót do kraju to nie była kwestia 2h samolotem, nie zapominajmy, że opuscił Polskę z wilczym biletem, nie odwiedzał kraju na święta. I wg mnie jest to unikat, jak mało która więcej forma odzwiercieldla polski krajobraz, tak jak blues leniwe stany południowe. Miło ze strony T.Love, że ostatnią płytą nawiązali do kolebki rocka, jednak nie wróżę im pozycji w bluesie jaką mają w polskiej muzyce rozrywkowej. Głównie dlatego że są stąd, z czego pewnie zdają sobie sprawę.
 
Polska to kraj między wschodem a zachodem, we wszystkich aspektach, geograficznym, kulturalnym. Wszyscy przyszlismy z Azji, a Azja to ogromny kontynent, kolebka ludzkości, to Bliski Wschód, sztuka Mezopotamii dużo bardziej skupiała się na detalach niż starożytnego Egiptu, wiemy że na Krecie jeszcze przed starozytną Grecją, rozwijał się teatr i taniec. Ten kierunek postępu cywilizacyjnego nie objął terenów dzisiejszej Polski, które nie obejmowało Cesarstwo Rzymskie i były nazywane Sarmacją. Ogólnie z tego kręgu trochę zaczerpnelismy ale to nie są nasze korzenie. Natomiast jest to kolebka sztuki i muzyki "Zachodu", czyli krajów które znalazły się w granicach Cesarstwa Rzymskiego. I teraz myślę sobie, że podział na wschód i zachód europy nastąpił 2000 lat temu a  nie za czasów komuny. Pewien ciąg kulturalny od Starożytnych teatrów, poprzez średniowieczne chóry kościelne w wielkich katedrach, radośc życia w renesansie, wytworzył juz w baroku (choc pewnie wcześniej) ogólnie pojętą muzykę klasyczną.
 
Kierunek wschodni - Środkowa Azja, to stamtąd przyszły wszystkie ludy, które podbiły Rzym, i nie tylko, Ostrogoci, Wizygoci, Wandale, Słowianie, Celtowie.... Najstarsze szczątki ludzkie znaleziono w Etiopii - Lucy 3,3 mln lat. Jeśli stamtąd nastąpiła migracja ludności do Środkowej Azji, to Starozytny Egipt był po drodze. Choć przez 3,29 mln lat do czasów starozytnego Egiptu ludzkość sie już rozprzestrzeniła na cały świat i nawet pojawiły sie różne rasy. Ale zaczynając od Starożytności i obierając kierunek od Mezopotamii na wschód. Później jest Persja, z ciekawostek - liczebniki po polsku i persku od jeden do sześciu brzmią bardzo podobnie. Dalej Samarkanda (dzisiejszy Uzbekistan) - jeszcze później XIV wiek - Państwo Amira Timura obejmowało nawet dzisiajszą Turcje, a na wschód część Indii, Oczywiście Iran, Afganistan, Pakistan, na północ jednak nie ruszył bo było po prostu za zimno. Skąd pochodził lajkonik i Tatarowie? Nieco bardziej na połnoc - Zachodnia Mongolia. I wstecz, kultura Indoeuropejska (Indie i Europa dużo więcej wspólnego niż Indie i Chiny), rysy twarzy będąc w Indiach, czy w Azji Środkowej , możemy zauważyc podobieństwo nawet w twarzach ludzkich. Migracja odbywała się w czasach kiedy nikt nie prowadził kronik, a tamtejsze ludy nie potrafiły pisać. Ten środek Azji to wielka przestrzeń, czy także mamy to w genach? Czy syberyjski szamanizm także  jest gdzieś w naszej krwi? Pewnie można się doszukać skąd dokładnie przyszli Słowianie, a skąd Celtowie w każdym bądź razie bliżej nam do siebie niż np do Greków. Emocjonalny folk, z wyrazistym rytmem wręcz skocznym. A będąc w Uzbekistanie, czy na Ukrainie, czułem się bardzo swojsko czując wokół siebie wielką przestrzeń dookoła. Czy to samo czuli Irlandcy imigranci w Stanach?
 
Tak jak wśród języków jest pewna rodzina, grupa, ale także dialekty, które poźniej przechodzą w osobny język. Naturalna wielkość narodu to kraje wielkości Irlandia, Holandia, Słowenia, Słowacja. Francja jest zróżnicowana, to Bretonczycy, mieszkańcy Lombardii itp... Polskę tworzyli przede wszystkim Polanie i Lendzianie, tak więc mieliśmy doczynienia z fuzja nacji w przeszłości, dalej poszliśmy na wschód. Polak zrozumie Czecha, ale jednak to inny język, inaczej mówiła moja babcia ze świętokrzyskiego (potomka Lendzianów), inaczej babcia mojego kolegi z poznańskiego (od Polanów). W Anglii cały czas mamy doczynienia z dialektami zwanymi akcentami, w jednym mieście pokroju Liverpool występuje więcej niż jeden akcent (dialekt).
 
Słowiański spiryt, skoczny i melodyjny. Mój znajomy zwrócił na to uwagę będąc na Ukrainie i słysząc lokalne zespoły. Sąsiedztwo Niemców także miało swój wpływ, nieco inny. Nawet nasza wymowa jest dużo twardsza niż np Czechów, Słowaków, Ukraińców czy Rosjan. Więc jak można określić polską muzykę? Skoczna i melodyjna jednak bardziej wyrachowana? Big Beat z lat 60 tych? Czerwone Gitary? Niemalże czysta spuścizna polskiego folku, zmodyfikowana pod wspływem Rock'n'rolla, bez bezpośrednich koneksji z blues'em? Jedziemy auotostopem - jakże prawdziwy tekst o ówczesnej rzeczywistości. W naturalny sposób sprawia, że się bujamy słysząc tą melodię. Czy może Pidżama Porno, T.Love? Wzorowne na anglosaskim punk rocku, który także ma swoje najgłębsze korzenie zarówno w bluesie jak i gdzieś w środkowej Azji. Zespół "Jak Wolność To Wolność" śpiewa wiele pieśni tradycyjnych. Kapela ze Wsi Warszawa - ich a'la wieśniacki akcent nie jest naturalny, dla wielu to komplement, wielu nie chce mieć wieśniackiego akcentu, jednak KZWW znają się na rzeczy, struktura utworów wers - przerwa - wers - przerwa, skrzypki... także tekstowo, na wsi wielu pragnienęło opuszczenia i przeniesienia się do miasta, a ludzie którzy zostali z braku laku spędzali dni leniwie i nie działo się nic... Coś nad czym Andrzej Stasiuk się rozpisuje we wszystkich swoich ksiażkach. Wiesław Mysliwski w książce "Kamień na kamieniu", natomiast jak ludzie zapełniali tę lukę beznadziejności. Zróciłbym też uwage na zespół KSU, nieco odizolowany w Bieszczadach zachował wiele autentyczności, ta melodyjność jest zupełnie inna niz np Brygady Kryzys. Brytyjski zespół The Ukrainians - śpiewny i skoczny folk. Dodać trochę wyrachowania (nieco poskromić) i mamy polski folk:) To tak upraszczając zupełnie, bo na muzykę nie ma przepisu jak na zupę... chociaż można mieć przepis na zupę i może się nie udać - kuchnia to czasami także sztuka.
 
Są tacy, którzy np. zaspół Brathanki określają pogardliwie "chłopomanią" hołdując szlacheckim tradycjom. To tylko wpis na blog, nie praca naukowa, lecz analizując przykładowego Poloneza, jakkolwiek nie ubrać w strukturę to jest ten sam język, tak jak komunikacja, tylko że bez słów. Polonez ubrany we francuską orkiestrę i wyrafinowanie, posiada bity i off-bity pomiędzy niespotykane w innej muzyce klasycznej, skoczne i melodyjne, dość charkterystyczne, słowiańskie. Oddzielając grubą kreską Poloneza, od "chłopomanii" to niczym dyskusja z Monthy Pythona między "Frontem Wyzwolenia Palestyny" a "Frontem Odrodzenia Palestyny".
 
 
Niestety nie podjąłem się analizy struktury utworów, choc mam ochote zrobić to w przyszłości i przeanalizować zapis nutowy, zwłaszcza rytm, bo myslę że też możnaby się doszukać czegoś autentycznego. Wspomniałem o Kapeli ze Wsi Warszawa: wers-przerwa-wers-przerwa, która także nie jest spotykana w muzyce rozrywkowej. Choć Andrzej Bieńkowski przywołuje długie, niemal szamańskie improwizacje, to tylko świadczy o uniwersalności muzyki.
 
Tak więc co dzisiaj określa polską muzykę? Zupełnia nie umarła, mamy ją we krwi, jedynie czasem trzeba sę jej doszukać. A naleciałości to rzecz naturalna. Dlaczego polska muzyka nie jest popularna na świecie? To proste - język. Polski jest na tyle inny od angielskiego, że nie da się przetłumaczyc linijke po linijce, także akcent na tyle inny, że nie do końca atrakcyjny, oraz tekstowo -  zupełnie inne problemy mamy, w UK, czy USA nie mają pojęcia o czym śpiewamy, ich to po prostu nie obchodzi, a niestety to oni sterują światowym rynkiem. Jednak nie mamy powodów do kompleksów, Jazzowy magazyn Jazzwise niemal zawsze wspomni coś o polskim wykonawcy, czy to recenzja płyty Możdżera, czy nawet cały artykuł np o Komedzie. Raz na jam session mi się zdażyło usłyszeć "- Where are you from? - Poland. - Oh you must be good!" Thaks for that!

Friday, 26 October 2012

Niewdzięczna rola basisty w zespole

Bas wg specjalistów to najważniejszy instrument w zespole. Scala rytm i melodie. Wiele osób uważa że bas to najłatwiejszy instrument i najłatwiej jest się na nim nauczyć grać. Rzeczywiście w początkujących zespołach dużo łatwiej złapać cztery dźwięki niż choćby nawet riff, nie mówiąc o solówkach. Taka łatka przylgnęła do basu.
W zespołach profesjonalnych nieco inaczej to wygląda. Wbrew pozorom grać wolno jest trudniej niż szybko. Wymaga dużej koncentracji i przemyślanego każdego ruchu. Pomyłki basu są słyszalne od razu, w solówkach nie wiadomo czy to błąd czy zamyślona nonszalanckość.
Basistów jest najtrudniej znaleźć. Basista często gra na basie, gdyż na gitarze grają lepsi (tak jak w moim przypadku było), a ktos przecież musi grać na basie. Bas często wydaje się nudny, dla tych co chcą grać solówki. Tak więc każdy chce grać na gitarze, albo perkusji nikt na basie.
A teraz pisanie piosenek. Są zespoły gdzie wszyscy razem rozwijają koncept, który przyniosła jedna osoba, i z kupy wielu rzeczy składa się układanka, czasami się to udaje (np Red Hot Chili Peppers), czasami nie. Są też zespoły gdzie jest jeden lider który pisze całą muzykę (np. T.Love z Janem Benedkiem), osobiście cenię takich twórców, gdyż muzyka ma pewien kręgosłup i jest spójna (Pocisk Miłości).
Lecz co ma powiedzieć basista gdy wszystkie linie są napisane, a sposób grania musi dokładnie odzwierdziedlać punkt kompozytora. Każdy ma swój styl, Robert Trujillo i Jason Newsted to ta sama półka, lecz grają nieco inaczej, jeden z nich bardziej miękko, drugi mocniej i twardziej. A jednak. Więc jak bardzo basista powinien iść na ustępstwo, a kiedy podziękować. Basista powinien się cenić.

Friday, 14 September 2012

No Thoughts No Gravity @ The Enterprise 14/09/2012

Another great performance by No Thoughts No Gravity, this time it happened @ The Enterprise - London, Camden Town 14/09/2012. We are really glad that we pleased the audience and the promotor:) I recorded that gig on my phone:)
We were headlining this gig and also we're very happy that we start building our own audience, and more people start coming down to see us.
No Thoughts No Gravity are: Justyna Salamon - voc. Phil Hudson - guit. voc. Zbigniew Piotrowicz - bg. David Hippel - dr. Also I'd like to say big THANK YOU to Boguslaw Mastaj for great photos from the gig.

Kolejny swietny wystep No Thoughts No Gravity, tym razem w klubie The Enterprise w slynnej londynskiej dzielnicy Camden Town 14/09/2012. Cieszymy sie ze publicznosc tez sie dobrze bawila:) Nagralem ten koncert na swój telefon:)
Pomału także wydostajemy się z dołka niekomu nie znanych zespołów, cieszymi się że zaczynamy budować własną publiczność i ludzie zaczynają przychodzić żeby zobaczyc właśnie nas.
No Thoughts No Gravity to: Justyna Salamon - voc. Phil Hudson - guit. voc. Zbigniew Piotrowicz - bg. David Hippel - dr. Takze WIELKIE DZIEKI dla Bodzia Mastaja za super fotki.


Monday, 18 June 2012

No Thoughts No Gravity - live recording


No Thoughts No Gravity:
live recording from Monto Water Rats, London 18.06.2012
zapis koncertu z Monto Water Rats, Londyn 18.06.2012


www.nothoughtsnogravity.com
www.myspace.com/nothoughtsnogravity

Saturday, 28 April 2012

My first album | Moja pierwsza płyta!


Looking for Droids just finalized recording and mixing the debut album! It's my first proper album, where I recorded bass lines for 8 among 11 tracks. 3 tracks recorded Alex - the previous bass player who decided to leave London for charity work in India. Very appreciating. However the album launch party happened 28.04.2012 @ Dogstar - London, Brixton. The album is available on iTunes and our gigs. Check out http://www.lookingfordroids.co.uk/

Zespół Looking for Droids zakończył pracę nad nagrywaniem i miksowaniem debiutanckiego albumu. To moja pierwsza oficjalna płyta, nagrałem linie basu do ośmiu spośród 11 utworów, 3 pozostałe nagrał Alex - poprzedni basista, który zdecydował sie opuścic Londyn na rzecz pracy charytatywnej w Indiach - godne podziwu. Premiera albumu - 28.04.2012 na koncercie w klubie Dogstar na londyńskim Brixton. Płyta dostepna na iTunes a także naszych koncertach  http://www.lookingfordroids.co.uk/




Monday, 2 April 2012

No Thoughts No Gravity - Live & Unsigned competition

Zespół No Thoughts No Gravity z nowym perkusistą - David'em Hippel,  wziął udział w konkursie Live & Unsigned (Na żywo i niezakontraktowani) organizowanym przez Sky TV. Nasze piosenki są ładne, więc Phil stwierdził, że to okazja aby pokazać się szerszej publiczności. I właśnie przekonuję się pomału jak działa muzyczny szowbiznes. Już na najniższych szczeblach mało kogo obchodzi muzyka jako taka, zostaliśmy ocenieni przez wygląd zewnętrzny, jak się ruszamy, jak tańczymy, a przede wszystkim ilu znajomych przyprowadziliśmy tj. ile biletów sprzedaliśmy (8 funtów jeden) i jakie zyski im przynieśliśmy. W ostatecznym głosowaniu publiczności przegraliśmy z ładnie tańczącym w jednakowych sukienkach gilsbandem. Życzymy dziewczynom powodzenia. A Phil napisał nieco dłuższy wywód na blogu NTNG: http://nothoughtsnogravity.blogspot.co.uk/2012/04/live-and-unsigned-hmmm.html
Dziękujemy także portalowi Londynek.net za promocję i trzymanie za nas kciuków.





















No Thoughts No Gravity with the new drummer - David Hippel, participated in the Live and Unsigned competition run by Sky TV. The songs of NTNG are nice so Phil thought that would be nice if more people knew them. I'm slowly realizing the show business works:) At the beginning (lowest level) we were judged by how we look like, move, dance, how many friends brought (8 each one to pay for the ticket). Last audience voting - we lost with nice looking girl band - good luck girls! Phil wrote a little bit about that on the NTNG blog:
http://nothoughtsnogravity.blogspot.co.uk/2012/04/live-and-unsigned-hmmm.html

A oto nasz występ... było jak było, nie mniej jednak to było pewne wydarzenie:

No Thoughts No Gravity - Live & Unsigned | London Regional Final on MUZU.TV.

Tuesday, 13 March 2012

Whispering John & No Thoughts No Gravity - Demo CDs

Czyzby to poczatek “ZBYSZEK RECORDS” ? Do przemyslenia kwestia nazwy. Wlasnie zrobilem domowymi metodami dwie demówki – fizyczne kopie, naklad do 100 egzemplarzy obu pozycji.



NO THOUGHTS NO GRAVITY – material nagral Phil Hudson na poczatku 2011 roku w domowym studio, promocyjne plyty dostepne na zmowienie e-mailem, badz na koncertach – za friko. Wiekszosc piosenek jest dostepnych na profilu Myspace zespolu www.myspace.com/nothoughtsnogravity

WHISPERING JOHN – material nagrany w skladzie Soneil – gitary, Z – bas (ja), Renato – bebny w latach 2009-2010 w roznych studiach w Londynie na dyktafony, aparaty I telefony, zmiksowany przeze mnie na poczatku 2011 roku, zrobiona minimalna korekcja dzwieku, bez profesjonalnego masteringu. Improwizacje na zywo w stylu Tymona Tymanskiego, czy Milesa Davisa (no moze bez takiego stopnia zaawansowania teoretycznego), ze znacznym wplywem Pink Floyd, Mogwai, PIL, Radiohead czy Red Hot Chili Peppers, Herbie Hancock. Moze nie zagrany najlepiej technicznie I jakosc dzwieku pozostawia wiele do zyczenia, jednak jestem zadowolony z ekspresji I kreatywnosci, ciaglej plynnosci jak na plycie OK Computer – Radiohead, jednoczesnie osiagnelismy wlasny styl – najblizej jak mozna to okreslic to punkowy trans/jazz. Zespol nie koncertuje I nie odbywa prób, jedyna moja ambicja, to aby material krazyl gdzies po swiecie, choc liczba odsluchów na soundcloud cieszy. Material do sciagniecia na stronie www.soundcloud.com/zpiotro/sets ksiazeczke mozna sobie samemu wydrukowac I zlozyc – metoda do it yourself – reczna robota, stad ten tytul, choc po angielsku znaczy to cos innego. Plyty rozdaje takze na kopncertach No Thoughts No Gravity, Looking for Droids oraz innych na których jestem prywatnie.






Saturday, 10 March 2012

Looking for Droids nagrywa plyte / Looking for Droids recording an album

Czas taki, ze całą energię teraz poświęcam muzyce, Looking for Droids nagrywa płytę, oto cała historia:
It's the time, when all my energy I put into the music, Looking for Droids is recording an album, here's the full story:



Tuesday, 13 December 2011

No Thoughts No Gravity live @ 229

No Thoughts No Gravity performing live! Here's the sample how we sound live - the song "Out of Her Mind" written obviously by Phil Hudson:)

No Thoughts No Gravity koncertuje, oto próbka jak brzmimy na żywo - utwór "Out of Her Mind" napisany oczywiście przez Phil'a Hudson'a:)




10/12/2011 Club 229 / London, UK

Sunday, 13 November 2011

Looking for Droids live @ Barfly!

Ok, that's my third gig with Looking for Droids! This time we're performing at the famous "Barfly" in Camden Town. To be honest we sound pretty good:). BTW we changed the name, because the "Flashback" was already taken by another band:) Here's the powerful song "Bar Scene". We were supporting the French band Kwoon during their European tour. Nice one:)

Ok, to mój trzeci koncert z zespołem Looking for Droids. Tym razem w słynnym Barfly na Camden Town. Brzmimy już całkiem spoko:) Tak poza tym, zmieniliśmy nazwę, jest juz jeden zespół Flashback i to wcześniej zaczął uzywać tej nazwy. Oto pulsująca piosenka "Bar Scene". Tym razem supportowaliśmy francuski zespół Kwoon, koncert w Londynie to część ichniejszej trasy koncertowej po Europie. Fajnie:)





Saturday, 10 September 2011

Flashback & No Thoughts No Gravity - back to the business

After a significant break, I'm coming back to the music, put an advert on gumtree and joined to the nice rocky band called Flashback (www.flashbackonline.co.uk). Week after I received an email from Phil Hudson from No Thoughts No Gravity. I forgot to check out the music he sent to me. After remaining I listen the stuff on www.myspace.com/nothoughtsnogravity . Wow!  It was great! Modern sound, very architectural:) I decided to play in two bands. 

Po długiej rozłące z muzyką postanowiłem zamieścić ogłoszenie na gumtree, że szukam zespołu i dołączyłem to fajnej rockowej kapeli Flashback (www.flashbackonline.co.uk). Tydzień później napisał do mnie Phil Hudson z zespołu No Thoughts No Gravity. Na początku zapomniałem sprawdzić linków, które mi przesłał, ale po kilkukrotnym przypomnieniu posłuchałem na www.myspace.com/nothoughtsnogravity . Wow! To było super! Nowoczesne, bardzo architektoniczne brzmienie! Zdecydowałem się grać w dwóch zespołach

http://www.flashbackonline.co.uk/
http://www.myspace.com/nothoughtsnogravity

Tuesday, 9 August 2011

Music in Architecture | Architecture in Music

Me and my friend - Soneil Inayat (Musician/Composer/Script writer) did a competition concerning the stuff we like:) MUSIC IN ARCHITECTURE | ARCHITECTURE IN MUSIC

Here's the video and description below:




Music is a space. The architectural concept creates an interesting space where one can feel the composition. Being surrounded by sounds and physical items one must feel a unity. Music gives very individual feelings. That’s why the space is very much at hand (everything is close) and that’s why the general size of the installation is relatively small. The space is created by two openwork walls – timber columns and two existing solid walls. It generates a kind of echo effect, to support the electronic composition would. Timber columns and a piece of material from the ceiling soften the echo effect by absorbing a little bit of the sound, but not everything.

There are three main parts of the composition: strong beat of 4/4 rhythm which changes after half song to double beat 4/4, bass line containing one half note and two quarter notes and calm, long, relatively steady leading tune. Simple scheme containing three most popular instruments: guitar, bass and drums, but proceeded by computer.
The architecture is presented in the same way: strong rhythm of openwork walls of columns, dominating figure inside representing bass line as the soul of the installation and a light material dropping down from the ceiling as the leading tune.

Many people say that bass is the most important instrument in the band. Bass is a soul. The structure representing bass line is a dominating figure in the whole installation. Five metal rings fixed together by transparent folia or transparent sticking tape, hang to the columns on side by transparent lines about 0.8 m above the ground. This tube structure, would encourage people want to look inside. And that’s like looking into a soul towards the players at the end - on the other side. There is another option in place, a bass speaker inside. It requires further engineering works and redesigning the structure.


Five rings create four spaces in between that relates to the rhythm of the bass tune. Two last rings are hanging higher. It’ s according to the changes in notes – from G to A. Frontal shape of the rings is related to the transcription of the bass line in notes. Listening the composition one can follow the ring formation according to the tune. The hang structure by thin transparent (strong enough) lines crossing the hanging material fixed to the ceiling. It’s like a spider net, allegory of bass mission in a band, as cement that puts all the parts of the composition together.

Solo instruments are completely free, they meet the rhythm and the bass line, but generally – they are free. Keith Richards said that the solo instrument can always be drunk, but bass and drums must be always sober.
A light material from the top dropping down from the ceiling represents the leading tune of the composition. The main melody is like a light material, flowing from somewhere to somewhere. That’s why I decided to use a material. According to the sound silver silk is preferable.

Relatively linear drop down level of the hanging piece represents steady leading tune, the chord changes after couple of bars. The additional feelings give the vibrations from the speakers, which are placed on the top above the material. They are fixed to the additional structures and spanned between the columns and from an engineering point of
view is an additional bracing. And everything is not seen from the performing level. We can only see the waving material. Music is a personal travel following different sound stages, sounds, like a tunnel. I could put as many columns as we have drumbeats in the composition, but I chose the most representative part, which contains every bit of the composition. The free space inside represents the beginning of the composition when we hear drums at the begging, then we need to wait for next elements. That’s the invitation.

Choosing the materials, size 125x125 mm of timber columns, steel and artificial wrap of bass line structure and silver silk represent the lightness, balance and tone of the composition, electronic and modified by computer. Drums sound natural, that’s why I propose wood to make the columns, but the computer modifies them too – that’s why I suggest painting them black. The leading tune is light as a silk; the silver colour represents the computer effect. The architectural installation is optimistic as the major scale of the composition, but nostalgic too and it’s caused by the elements from a minor scale. That’s the general impression that I think I achieved.
Zbigniew Piotrowicz: Architect /
www.piotrow.prv.pl
My cooperation with architect was good. We choose the most spacious composition among my pervious ones and basing on the same feelings I did something that way. My composition “Magic Bullet Theory” is a space with the elements on many levels. The main challenge was to create a piece of music that represents space and structure. I imagined that the best way to represent this would be to make a sound that both created a solid structure with a hollow depth much like the functionality of an architectural space.
Soneil Inayat: Composer /
http://soundcloud.com/zapruder

http://www.behance.net/gallery/Music-in-Architecture-Architecture-in-Music/2026517

Monday, 31 January 2011

My first album! A proper demo mixed up!

I just finished mixing the material which I played with Soneil Inayat and Renato Csatich. It's live improvisations committed in 2009-2010 during long session in various studios in North London, now the best moments among hours of long improvisations were selected and put together into a solid demo material. Yes that's the base. I'm open to do it again and record properly. Yes we have a good demo, I could show it even to Miles Davis and Thom Yorke. Check it out! Our crazy stuff!

Właśnie skończyłem miksować materiał nagrany podczas wielogodzinnych improwizacji z Soneil'em Inayat oraz Renato Csatich. Nagrania zostały dokonane w latach 2009-2010 podczas długich sesji w różnych studiach w północnym Londynie. Spośród wielogodzinnego improwizowania zostały wybrane najlepsze momenty i złożone w całość. Jestem chetny aby nagrać to jeszcze raz porządnie, ale póki co mamy solidne demo, które mógłbym pokazać nawet Miles'owi davis'owi, czy Thom'owi Yorke! 


Tuesday, 15 August 2006

SZIGET FESTIVAL - 13.08.2006 Budapeszt, Wyspa Sziget,

Tego dnia na głównej scenie występowali: Sons and Daughters, dEUS, węgierski Heaven Street Seven i Radiohead. Sons and Daughters dali czadu po południu, moją uwagę zwracała basistka popijająca wino. dEUS zagrał wyśmienicie, zaczęli od dźwięków Theme from turnpike w czasie którego wyszli na scenę, potem Fell off the floor man, Instant street i dalszą część setu. Grali swoje utwory szybciej, tak aby rozruszać festiwal, wg mnie dobry pomysł. Na koniec zwolnili tempa i zagrali kilka wolniejszych np Nothing really ends, a na koniec jak zwykle For the roses Ich koncert był świetny! W festiwalowej formie. Heaven Street Seven brzmiał ciekawie, niebanalnie, ponoć ma dobre teksty. Niestety nie rozumiałem, ani też wcześniej nie znałem żadnej z ich piosenek, śpiewali po węgiersku. Myślę że w kraju odgrywają taką rolę jak w Polsce Myslovitz. Radiohead swoim występem przyćmili wszystko, nawet wyśmienity koncert dEUS'a. Dla mnie to po prostu symfonia, z efektami wizualnymi, grą świateł. Zaczęli od Airbag, zagrali nawet Karma Police, czego się nie spodziewałem. w drugiej części koncertu więcej z The Bends, dużo grali z OK Computer, zaprezentowali kilka nwych piosenek, zakończyli jak zwykle Everything in it's right place. Po berlińskim koncercie 3 lata wcześniej, postanowiłem, że będę jeździł na ich koncerty dopuki nie usłyszę dobrego koncertu w ich wykonaniu. Teraz chciałbym być na każdym ich koncercie. 







Tuesday, 5 July 2005

U2 Vertigo Tour 05 - Chorzów, Stadion Śląski 5.07.2005, relacja z koncertu

Niesamowita energia już przy pierwszych dźwiękach Vertigo, po oklaskach Bono powiedział po polsku "Dziękuję" - wiadomo jaka była reakcja publiczności. Dalej I will Follow i Elevation - mały żarcik, gdzie w momencie, kiedy każdy się spodziewał mocnego uderzenia, kontynuowany był początkowy motyw gitarowy. Nikt nie wiedział kiedy nastąpi owe "uderzenie" nastąpiło po bodajże trzecim E-LE-VA-TION!!!. Koncert zaczął się kiedy było jeszcze jasno. Następnie Electric Co i oczekiwany New Years Day, gdzie przy tym utworze ku czci Solidarności, ci co byli na płycie unieśli w górę coś czerwonego, ci co na trybunach - coś białego, tworząc wielką polską flagę. Zaskakujące jak szybko się fama rozniosła przez internet. Każdy kto tworzył tę żywą flagę polską na stadionie, a chyba każdy, czuł się jakby był nieodzowną częścią koncertu i U2, jakby ten utwór był też o nim. Nastąpiła niesamowita nić porozumienia między wszystkimi a Bono i U2, były też chwile wzruszenia... Bono powiedział: Beautiful concert, beautiful day i zaczęli Beautiful Day. Miracle Drug zadedykowany został komuś kto "dorastał niedaleko stąd i ukradł mi gogle…" - powiedział Bono. Wzruszający był zaświecający się i gasnący kardiograficzny puls na telebimie i przyspieszenie nałożonych kilku na siebie podczas refrenu, jakby inny wymiar życia - inny świat…(sic!). Było Sunday Bloody Sunday, którego nie było w Warszawie 8 lat temu, z towarzyszącym tej piosence symbolem "Coexist" złożonego z półksiężyca, gwiazdy Dawida i krzyża (zaprojektowanym przez Polaka). Symbol był umieszczony na telebimie i na opasce, którą Bono naciągnął sobie na oczy, ukazując zaślepienie niektórych, bądź aby patrzeć na innych poprzez koegzystencję a nie antagonizmy. Symbol towarzyszył następnej piosence, zaangażowanej politycznie - Bullet The Blue Sky. Przy Pride odniosłem wrażenie, że Bono rozsadzało, nie śpiewał refrenu przeciągając jak najdłużej, śpiewał na jedno tempo z publicznością, z punkrockową energią. Przy Where the Streets Have No Name, wszyscy machali rękami w dyrygowany przez Bono rytm afrykański, czyli stamtąd, gdzie ulice nie mają nazw naprawdę, w tym czasie na telebimie wyświetlane były flagi państw afrykańskich. Następnie rozpoczęli set z 3 piosenkami z płyty Achtung Baby. Zaczęli od One, potem na chwilę zeszli za sceny i niby bisując zaczęli grać dalej. Przy Zoo Station, podobnie jak przy ZOO TV Tour, najpierw pojawił się cień tańczący kankana, potem gwiazdki Unii Europejskiej, lecz nie spadające, tylko składające się z sowieckich czerwonych gwiazd, a potem motywy na telebimie jak na okładce płyty Kolaboracja II - Dezertera, czyli twarze Bono, Edge'a, Adama i Larry'ego niczym Marksa, Engelsa i Lenina na sztandarze. Grafika, w tym kolorystyka trochę też "Kraftwerkowska" i a'la lata siedemdziesiąte, tak czy inaczej, bardzo udana. Bono natomiast założył na siebie mundur wyglądający na oficerski. Następnie The Fly i With Or Without You, znowu zeszli na chwilę ze sceny i już tylko z nowej płyty (All Because of You i Yahweh). Najwięcej grali oczywiście z How To Dismantle An Atomic Bomb, potem z The Joshua Tree i Achtung Baby, nic z Pop, nic z Zooropa i nic z October. Na końcu Bono krzyknął "Once more! Once more!" i Vertigo. Refrenowe "oooooooooooo" śpiewali wszyscy, potem powiedział (po polsku) "Dobranoc" a na telebimie pojawił się napis "the end". Na żaden nadprogramowy bis nie dali się namówić. Gdy wszyscy wychodzili, dalej śpiewali refrenowe "ooooooooooooo" z Vertigo.

To był niesamowity koncert, trudno mi sobie wyobrazić na innych ich koncertach taką atmosferę jak w Polsce przy piosenkach New Years Day (wiadomo) i Pride. Jednak uważam, że koncert ma małe szanse na edycję na DVD, ze względu na nagłośnienie - nie trzymało poziomu i nie było jakieś rewelacyjne. Choć pod względem artystyczno-emocjonalnym na pewno zasługuje na utrwalenie na DVD. U2 to szczególnie traktowany zespół w Polsce, po pierwsze, poprzez utwór New Years Day, inspirowany sytuacją w Polsce po wprowadzeniu stanu wojennego 13 grudnia, Polacy poczuli, że o nich nie zapomniano, po drugie, Polska i Irlandia to bardzo podobne do siebie kraje, głównie pod względem historycznym - o czym sam Bono mówił podczas koncertu, usłyszał za to po polsku (sic!) "Dziękujemy". U2 jakby stał się częścią polskiej historii.

Przypomnę jeszcze że podczas Elevation Tour na jednym z koncertów w Niemczech, Bono dostał polską flagę z napisem "Why Not In Poland" i uniósł ją ostentacyjnie w pytającym geście.





Friday, 2 March 2001

DYLIŻANS - Listopad 2000 Kraków, Klub Re, relacja z koncertu

DYLIŻANS (pierwotnie dla zina BLOK, ostatecznie nie umieszczona) - Listopad 2000 Kraków, Klub Re. Małe mroczne pomieszczenie, jest jesień, Robert Brylewski, Tymon Tymański, Grzegorz Nawrocki stworzyli niesamowity transowy projekt alternatywny na zlepku yassu i punka. Grali utwory Brygady Kryzys, Kryzysu, Izraela, Kur, Pogan, Velvet Underground i nie tylko, czyli i Centralę, i Venus In Furns, i Wirtualną Miłość, i ...widziałem cie z innym chuopcem...(Tymon i Trupy), i Święty Szczyt...A wszystko jakby na jedno kopyto, ale za to jakie. Trans non stop, chociaż to różne utwory, klimatu dodawała perkusja Ś.P. J.Oltera tworząca jakby dopowiadające tło i konga (Majewski), i trójka frontmanów o niebanalnych wcześniejszych dokonaniach muzycznych na tej małej scenie. (przyp. Brylu - Kryzys, Brygada Kryzys, Izrael, Armia, Falarek, współpraca ze Światem Czarownic... Tymon - Kury, Czan, Miłość, Trupy, Masło, NRD, współpraca min. z Lesterem Bowie... Grzesiek - Kobiety, Ego, Czan...) Jeden z lepszych koncertów w moim życiu, jakby w jednej pigułce wszystko.


Thursday, 1 March 2001

CHUMBAWAMBA - 12.08.2000 Olsztyn, relacja z koncertu

CHUMBAWAMBA (Inwazja Mocy), recenzja dla BLOK'u - 12.08.2000 Olsztyn, wstęp wolny. Popołudnie w jakimś lasku w Olsztynie. Siedzimy patrząc na Jeziorko (przecież to Mazury). Słyszymy, ze CHUMBAWAMBA ma próbę. Słychać "Mouthful of shit". Prawdziwy koncert zaczęli dopiero ok. 22 od "Drip-drip-drip" z "Tubthumper" i jakoś zaraz potem "Timebomb" i coś z nowej płyty "Wysiwyg" (tytuł to skrót od What you see is what you get), a potem cała reszta i tak przez ponad dwie godziny. Było Tubthumping, Enough is Enough (Open Your Eyes, Time to Wake Up), oczywiście Mouthful of Shits (tym razem nie zadedykowali swojemu premierowi - Tony'emu Blair'owi, jak to uczynili na Odjazdach w Spodku w '97 r. - przyp. tytuł znaczy "Usta pełne gówna"), było I' m with stupid (jestem z głupkiem). Wokalista i wokalistka założyli czerwone T-shirty z takimże napisem i z wizerunkiem palców wskazujących skierowanych na siebie. Była Alice jako zakonnica z flaszka kręcąca biodrami. Nie było Danberta Nobacona w ceglanym garniturze, jak w Spodku, było "Nazi" A' capella, "Jesus in Vegas" (taking care a business). Mniej więcej repertuar podzielony był na ten z ostatniej płyty, ten z przedostatniej (studyjnej Tubthumper) i reszta. Nie zagrali natomiast: "Give the Anarchist a Cigarette," "Amnesia," "Outsider" i nic ze "Swinging with Raymond…" nie mówiąc o "English rebel songs". Ale show i tak był dobry. Wpływ na to miało też przygotowanie wizualnej strony konceru przez muzyków, choćby nawet dobranie stroju do piosenki. Bisowali trzy razy. W porównaniu do wcześniejszego koncertu w Spodku, repertuar był bardziej wyważony i chyba …ciekawszy, chociaż nie wykonali kilku utworów, na które czekałem. Na "Odjazdach" promowali "Tubthumper" i głównie z tej płyty grali utwory. Tym razem było tak jak wcześniej opisałem. Mało brakowało, a przeprowadziłbym wywiad z Chumbawambą, ale szkoda mi było kasy na przekupienie ochroniarzy wynajętych przez RMF FM, żeby mnie wpuścili na scenę. Myślę, że muzycy chętniej udzieliliby nam wywiadu niż jakiemuś tam kolorowemu pisemku typu Playboy czy Wprost (jak to było w przypadku Radiostacji i Marylin Manson). Może daliby się zaprosić na "Punkowa Orkiestrę...". Na koncert można było wnieść teoretycznie dwa piwa a pod scenę w ogóle (podwójne bramki). W praktyce było różnie. Przed Chumbą grali Czarno-Czarni i Big Cyc.

Pozwolę sobie jeszcze na małą polemikę - Na ostatniej płycie widnieje napis "Kopia zabija muzykę" Kilka lat temu byli zadowoleni z tego, że ich płyty są tak popularne w Polsce




Wednesday, 28 February 2001

DIE TOTEN HOSEN - 1.06.2000 Kraków, relacja z koncertu

DIE TOTEN HOSEN - 1.06.2000 Kraków, Klub 38. Bilet 39 i 45 zł. - Recenzja dla zine'a BLOK. Gdybym nie miał wcześniej kupionego biletu, nie poszedłbym na ten koncert, choć i tak się spóźniłem. KSU - nie widziałem, ale na pewno wypadli dobrze jak na "Orkiestrze". Publika ostro przywoływała "Martwe Spodnie". Wreszcie wyszli, wokalista przywitał Kraków w języku polskim i dodał, już po angielsku, że to wszystko, co umie w naszym języku, został mu angielski i niemiecki. Chwila przerwy i... Hey Ho Let's Go. Ruszyli. Zaczęli od tejże piosenki Ramones'ów. Gdy ją usłyszałem, poczułem się jak na spidzie. Potem reszta kawałków od "Bommerlunder" z pierwszej płyty "Opelgang" poprzez "Horrorschau", "A wszystko to, bo ciebie kocham" w wersji oryginalnej /Kauf Mich, Sexy & Reichy/ i wesoły przebój o jeleniach /płyta "Opium dla ludu"/ aż po być może przyszły hymn Bayernu Monachium z ostatniej płyty "Unsterblich", która promował ten i inne koncerty w Europie i Argentynie. Przypomnijmy, że była to druga wizyta DTH w Polsce. Pierwsza gdzie z Kobranocką dali kilka koncertów, podobno w latach 80-tych dla Niemców było to niezłe zetknięcie z ówczesnymi realiami. W tym roku zagrali jeszcze w Warszawie. Oprócz ww. utworów zapodali kilka starych zapomnianych kawałków, no i covery - nie tylko Ramones'ow i nie tylko z płyty "Learning English lecz też "Should I Stay or Should I Go" - The Clash i "First time" - Plain, gdzie refren śpiewała cala sala /Oh! Oh oh oh!/.

Covery świetnie współgrały a nawet udoskonaliły repertuar, publiczność zaś miała niezłą jazdę. Poza tym wszystko zagrane cały takim kopem i niesamowitą energią, że koncert, chociaż trwał ok. 2h, zleciał mi razy szybciej. I nawet, kiedy elementy garderoby fruwały między sceną, nikt się z muzyków nie zamierzał obrazić, jak to zrobił pan Lech Janerka w marcu'99. Widać było jak na jednym z obsługi technicznej zespołu zrobiła wrażenie papa z wielkim napisem DTH. Raz tylko ochroniarz wkurzył wokalistę. Na szczęście pomimo wieku nie są nazbyt zmanierowani, za co ceni ich także starsza publiczność, która licznie przyszła na koncert, co niektórzy z rodziną. W każdym bądź razie widownia w różnym wieku kumata i świadoma. Ja nie zauważyłem żadnego małolata /...wiadomo w jakim sensie/, ani żadnej "armii irokezów", jak na innych takich imprezach. Każdy wyglądał jak chciał. Istny klimat lat 70/80-tych, jakby żywcem przeniesiony z londyńskich klubów zeszłej i jeszcze wcześniejszej dekady. Można było sobie kupić pamiątkowa koszulkę z trasy za 50zł., piwo po znośnej cenie lub zapodać sobie drinka. Pomimo iż wole ich starsze nagrania, koncertu tej "Piątki z Dussoldorfu" długo nie zapomnę.